Przenoszę i jednocześnie zawieszam tę historię na adresie: http://magicofdemigods.blogspot.com/
Zapraszam też na mój Wattpad!
Moje opowiadania:
Magic of demigods - zakończone
Life is not fair - zawieszone.
Streghetta mia. - W trakcie.
Life is not fair.
niedziela, 21 lutego 2016
wtorek, 13 października 2015
Rozdział 1
- Musisz mi pomóc. – powiedziałam wymijając go w wejściu do
komnaty.
- Martina? Co ty tutaj robisz? – spytał Kaspian. – Jest
późno, powinnaś być w domu.
- I co czekać jak mój „ukochany” mąż wróci? – spojrzałam mu
w oczy. – Wiesz co mi zrobił…
- Ja wiem, ale… - próbował protestować.
- Ale? Nie ma „ale”! – Zrzuciłam płaszcz i wyciągnęłam przed
siebie rękę z workiem. Mój kuzyn zauważył w nim ruch. – Zrób to dla mnie.
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego jak wiele ryzykujesz? Jak
oboje ryzykujemy?
Spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Gratus zabił z zimną krwią własną córkę. Moją córkę. Moje
ciało i krew, a więc i twoją krew, kuzynie.
- Czego ode mnie oczekujesz?
Sięgnęłam ręką do worka i wyciągnęłam z niego orła, jego
dziób i szpony były spętane, głowę okrywał kapturek, a prawe skrzydło zostało
pozbawione piór.
- Jesteś augurem, więc wyjaw mi co mówią wnętrzności.
…
[Obóz Herosów, Domek Hadesa,
Nico]
- Nie martw się Hazel, wrócę
zanim się obejrzysz. – powiedziałem do obrazu mojej przyrodniej siostry, który
ukazywał się w tęczy. Tuż obok niej stali jeszcze Jason i Reyna, udało mi się
złapać ich wszystkich razem, z czego byłem wielce zadowolony.
- My wiemy Nico, tylko, że…
Martwimy się… - zaczęła moja siostra. – Znów znikasz, z obydwu obozów,
wyjeżdżasz, nie wiadomo gdzie. A co jeśli nasz ojciec wpadł na jakiś
niebezpieczny pomysł, jak wtedy gdy kazał ci porwać dla niego Percy’ego?
- Hazel chce tylko powiedzieć,
że sam naprawdę nie wiesz co cie tam czeka. – wtrąciła się Reyna spokojnie.
- Wszystkim nam zależy na tym,
żebyś był cały – dodał Jason.
Każde z nich wiedziało o mnie
dość dużo, Jasonowi udało się poznać moje uczucia. Reyna widziała jak trudno
było mi okiełznać ciemność, a Hazel opowiedziałem sporo z tego co pamiętałem o
moim dawnym życiu, z resztą ona nie była
mi w tym dłużna.
- Wiem, o co wam wszystkim
chodzi, ale muszę to zrobić. Nie pytam was czy się zgadzacie, oznajmiam wam
tylko moją decyzję.
Oni spojrzeli tylko po sobie.
- Niech zgadnę – odezwał się
syn Jupitera. – Mamy nikomu nie mówić?
- Wiedziałem, że zrozumiecie.
Do zobaczenia po przesileniu. – Zanim zdążyli odpowiedzieć tęcza zniknęła, a
razem z nią moim najbliżsi przyjaciele.
Było już około pory obiadowej,
wcześniej spakowałem parę rzeczy do plecaka, w końcu opuszczałem obóz na ponad
miesiąc. Nie miałem pojęcia co będę tam robić, ale miałem pewność, że czyste
ubrania nie spadną z nieba. Postanowiłem coś zjeść, wyszedłem z domku i
ruszyłem do pawilonu jadalnego. Po drodze widziałem Willa Solance, kolesia
którego mógłbym nazwać kimś na kształt kumpla, rozmawiał o czymś z Cecilem i
Lou Ellen, dwojgiem herosów, którzy dołączyli do obozu po II Wojnie Tytanów.
Oboje mieli po 12 lat podczas ostatecznej bitwy, wiem, że córka Hekate
opiekowała się szóstką swojego rodzeństwa - innymi półbogami którzy do nas
dołączyli – po śmierci ich najbardziej utalentowanego brata. Co do Cecila nie
znałem dokładnej jego historii, ale wiedziałem, że był jednym z pierwszych
którzy postanowili zamieszkać w Obozie. Ta para zebrała parę większych obrażeń,
więc spędzili wtedy trochę czasu w infirmerii, tam poznali i zaprzyjaźnili się
z Willem. Co do mnie to kiedy syn Apolla poprosił mnie, a wręcz nakazał mi,
odwiedzać się w obozowym szpitalu, chcąc nie chcą, również złapałem z nimi
jakiś kontakt. Czasami trenowaliśmy razem walkę, Will chciał nadrobić swoje
zaległości, więc dzieliliśmy się w pary. Zazwyczaj walczyłem po jednej stronie
z Lou Ellen, która uwielbiała „robić krzywdę" dwóm chłopakom, a ja to
szanowałem.
Kiedy mnie zauważyła podeszła
bliżej, kiedyś uznała, że żadne z dzieci Hekate, tak naprawdę się mnie nie boi,
jak inni. Oni czują respekt przed mocą i ciemnością, a prawdą było, że ja byłem
ich pełny. Wracając, dziewczyna miała czarne włosy do ramion i zielone oczy,
uśmiechała sie dość szeroko, i choć była lekko buntownicza z usposobienia i
wyglądu, często zdarzało jej się rumienić.
- Mam genialny pomysł na
skopanie tyłków tym dwóm idiotom – znów się uśmiechnęła.
Zatrzymałem się, postanowiłem,
nie zdradzać jej wszystkich szczegółów, ale powiedziałem:
- Nie mogę, ojciec zorganizował
mi pewne zajęcie i przez jakiś czas nie będzie mnie w obozie.
Półbogini zmarszczyła usta na
jedną stronę i spojrzała na mnie spode łba, gdzieś wcześniej widziałem tę minę,
za każdym razem gdy widziałem ją na twarzy Lou Ellen dręczyła mnie ta
niewiedza.
- Świetnie, więc kto pomoże mi
zdobyć krew centaura? – bąknęła cicho.
- Będziesz sama musiała sob…
Czekaj, co ty im chciałaś zrobić?
- Nic! Dobra, idę, papa Nico!
I podbiegła w kierunku swojego
domku.
Kontynuowałem wyprawę do
pawilonu, siedząc przy stole Hadesa zastanawiałem się kim jest ta tajemnicza
osoba, która ma mi pomóc. Tym bardziej w mojej rodzinnej Wenecji, w Casa de
Nera. Nie miałem dobrych wspomnień z tego miejsca, zmieniono mnie tam w
kukurydzę, od tego czasu nie tknąłem popcornu. Wcześniej to miejsce
zamieszkiwał Triptolemos, bóg rolnictwa, wredny typ, który nie chciał pomóc
mojej siostrze, nienawidziłem go.
Kiedy tak o tym myślałem
pojawił się przede mną talerz z Carpaccio, dawno tego nie jadłem.
Wrzuciłem część do ognia na cześć bogów i zjadłem resztę. Wstałem od stołu,
przechodząc obok miejsca gdzie siedział Chejron i Dionizos skinąłem głową.
Usłyszałem komentarz Pana D.
- Biedny chłopak, nie wie w co
go wpakowali.
Kiedy już byłem u siebie, spojrzałem
na obsydianową perłę, wykonałem ten sam gest o którym mówił mój ojciec, i
myślałem o Casa de Nera. Ogarnęło mnie dziwne uczucie, inne od drogi cienia,
mniej wyczerpujące. Trochę jakby połączyć się jednocześnie ze wszystkim wokół,
a jednocześnie całkowicie się rozpłynąć. Kiedy się już zmaterializowałem,
zauważyłem, że jestem jakimś eleganckim, to jedyne określenie jakie przyszło mi
do głowy, salonie. Zanim się zorientowałem, znikąd obok mnie pojawiła się empuza.
niedziela, 16 sierpnia 2015
Prolog
Obóz Herosów, Domek Hadesa, trzy miesiące po pokonaniu Gai.
Nico.
Nico.
Leżałem
bezczynnie w mojej prywatnej wampirzej trumnie. Wystrój tego miejsca był nie do
wytrzymania. Zgadzam się, może i miałem czasami problemy ze słońcem i byłem
"odrobinę" zbyt blady, ale nie byłem wampirem! Mimo to postanowiłem
okazać łaskę tym którzy na wpadli na ten "genialny" pomysł, nie żebym
wiedział kto to był.
Było jeszcze dość ciemno, śniadanie miałoby się odbyć
dopiero za jakieś półtora godziny. Powoli podniosłem się i ruszyłem w kierunku
łazienki. Po szybkim prysznicu i założeniu czarny jeansów i bluzy z kapturem.
Był początek listopada, i nawet magiczne blokady w Obozie Półkrwi nie
zatrzymywały chłodu. Powoli wyszedłem z domku, ruszając w stronę lasu.
Poczułem, że coś mnie ciągnie w jego głąb. nie byłem pewny co takiego. Nie
mając nic do stracenia, poddałem się nienamacalnej sile.
Docierając
do strumyka, przy którym odbywają się obozowe gry o sztandar, wyczułem za sobą
ruch. Zanim zdążyłem zareagować zostałem powalony na ziemię. Padłem na plecy,
kompletnie bezradny, nie mogąc używać mocy, nie będąc w stanie dosięgnąć
miecza. Górował nade mną ciemny kształt. Śmiertelny cios na który czekałem
nadszedł inaczej niż się go spodziewałem. Był odrobinę… gąbczasty, śliski,
nieprzyjemnie ciepły i okazał się być zadany językiem.
- Pani O’Leary!
– zawołałem – Co ty wyprawiasz?
Piekielna
ogarczyca, zaszczekała donośnie i polizała mnie po twarzy kolejny raz.
Pozwoliłem jej jeszcze chwilę nacieszyć się tą chwilą. Po chwili podniosłem się
i spróbowałem wytrzeć twarz.
- Echem! –
tuż za mną ktoś odkaszlnął. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem swojego
ojca. Pan Umarłych miał na sobie elegancki czarny garnitur, z koszulą i
krawatem w odrobinę jaśniejszych tonach. Tkanina, jak zwykle, wyglądała jak
utkana z dusz, które tylko czekają by się wyrwać.
- Ojcze. –
wyprostowałem się i spojrzałem na boga z powagą. – Czyżbyś odświeżył swoją garderobę?
Hases
uśmiechnął się półgębkiem.
- Owszem.
W rzeczy samej, postanowiłem odświeżyć nieco mój wizerunek.
- Szkoda,
zaczynałem lubić habity. – odpowiedziałem mu.
- Jeśli
tak ci się podobają, noś je do woli. – jego twarz spoważniała. – Nie przybyłem
tu by rozmawiać o preferencjach odzieżowych. Wracam właśnie z pewnej narady na
Olimpie. – ojciec podszedł bliżej. Dzielił nas jakiś metr, pomiędzy nami
znajdował się tylko wielki psi łeb, żebrzący o pieszczoty. – Część rozmowy
dotyczyła Ciebie.
- Co?
Mnie? Dlaczego? – odrobinę spanikowałem. Jeśli bogowie naradzają się na twój temat,
to raczej nie dotyczy to pomysłów na prezenty urodzinowe.
- Nie
musisz się martwić. – odpowiedział swoim łagodnie monotonnym głosem. – Po długich
ustaleniach bogowie przytaknęli mojej propozycji. Jeśli mój plan się powiedzie,
to na jednym ogniu zostanie upieczonych kilka pieczeni. Zauważyłem już dawno
twoje problemu z mrokiem, masz potencjał i dużo talentów, lecz nie potrafisz z
nich korzystać, a mnie udało się znaleźć kogoś kto jest w stanie ci w tym
pomóc.
Pomóc mi? Jak? Kto?
- Nie czas
się nad tym rozwodzić. Wyślę cię do Wenecji, czekać tam będzie ktoś, kto
opanował mrok w imponującym stopniu, i jest gotowy przekazać ci swoją wiedzę i
doświadczenie. Wrócicie razem do Obozu, stawicie się na zebraniu rady w przesilenie
zimowe, ty pokażesz mi czego się nauczyłem, a... – Hades przerwał na chwilę
swój wywód. – o reszcie spraw nie musisz wiedzieć. Teraz wróć do siebie,
przygotuj się, przekaż wieści komu trzeba, a gdy będziesz gotowy użyj tego –
podał mi wypolerowany kawałem obsydianu, przypominający perłę. – Pomysł poddał
mi Posejdon, trzeba mu przyznać to nawet sprytne. Będziesz musiał zgnieść ją
stopą i myśleć o… O… Hmm – zastanawiał się przez chwilę. – Myśl o La Casa Nera w Wenecji.
Wenecja. La Casa Nera. W tym samym czasie.
Martina.
Liczę na wasze komentarze, pozdrawiam!
Znajdowałam się w dość sporym salonie, ściany pomieszczenia
były pomalowane granitową farbą. Wzdłuż nich stały mahoniowe komody, a w
centrum stał pasujący stół i krzesła. Gdybym nie była zaaferowana całą tą
sprawą o magii, podziwiałabym i adorowała piękno niesławnego La Casa Nera. Nie mając na to czasu,
postanowiłam zostawić to sobie na później, kiedy już uporałabym się z
najważniejszymi sprawami.
- Wiedziałam, że będzie ci się podobać. – Spojrzałam na
piękną kobietę stojącą u mego boku. – Znam gust mojej ulubionej córki.
Moja matka, wielka bogini, Pani Magii i Mgły, Mroku i Widm,
Czarów i Rozdroży. Wilka Hekate.
- Więc jestem twoją ulubienicą? Myślałam, że wygryzła mnie
tamta dziewczyna z przepowiedni, no wiesz ta której pożyczyłaś swojego skunksa.
– powiedziałam w lekkim przekąsem.
- Nie mieszajmy do tego pupili. – spojrzała wymownie na
towarzyszące mi psy. Szakala i labradorkę. Moich małych sługusów, wyjaśnię
kiedy indziej. – Jestem jednak pewna, że Argea i Aker pomogą ci się tu urządzić
na tych parę tygodni. Nawet nie wiesz co przeżyłam starając się o to miejsce.
Triptolemos odpuścił dopiero gdy wspomogła mnie Demeter.
Bogini przemawiała żywo, z jej charyzmą i pewnością siebie.
Zawsze ukazywała mi się w ten sam sposób, kobieta o pięknych miodowo
karmelowych włosach i cudownych niebieskich oczach. Właśnie te cechy jej zawdzięczam,
to i szerokie biodra. Wychowywała mnie babka Egipcjanka, jej krajanek bogowie
nie obdarzyli takimi krągłościami. Hekate podeszła do mnie bliżej i dotknęła
mojego policzka. Zadziwiające jest jak przywiązała się do dziewczyny półkrwi,
choć miała na to XXII wieki, więc…
- Wiesz, – odezwała się – możesz jeszcze przyjąć tą drugą
propozycję. Miałybyśmy wieczność, znalazł by się dla ciebie jakiś przymiot.
- Wybacz matko, – odpowiedziałam. – ale nie chcę
nieśmiertelności. Chcę w końcu normalnego życia, o ile życie półbogini może być
normalne. Nie zamierzam dłużej czekać.
- Jeśli takie jest twoje życzenie… - powiedziała po
dłuższej chwili milczenia. – Niech się tak stanie.
Hekate zniknęła w rozbłysku światła, zapalając świece na
stole i w kinkietach. Odwróciłam się do moich towarzyszy, pstrykając palcami
odezwałam się, mój głos miał w sobie moc.
- Słyszeliście, marsz do sprzątania. Będziemy mieli gościa.
________________________________________________________________
Witam wszystkich bardzo serdecznie, miło,że tu jesteście. Mam nadzieję, że podoba wam się Prolog. Jeśli trafiliście tu z poprzedniego bloga to możecie wiedzieć mniej o co chodzi. Po przeczytaniu Krwi Olimpu zmieniłam koncepcję historii, i postanowiłam stworzyć coś nowego.Liczę na wasze komentarze, pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)