Nico.
Leżałem
bezczynnie w mojej prywatnej wampirzej trumnie. Wystrój tego miejsca był nie do
wytrzymania. Zgadzam się, może i miałem czasami problemy ze słońcem i byłem
"odrobinę" zbyt blady, ale nie byłem wampirem! Mimo to postanowiłem
okazać łaskę tym którzy na wpadli na ten "genialny" pomysł, nie żebym
wiedział kto to był.
Było jeszcze dość ciemno, śniadanie miałoby się odbyć
dopiero za jakieś półtora godziny. Powoli podniosłem się i ruszyłem w kierunku
łazienki. Po szybkim prysznicu i założeniu czarny jeansów i bluzy z kapturem.
Był początek listopada, i nawet magiczne blokady w Obozie Półkrwi nie
zatrzymywały chłodu. Powoli wyszedłem z domku, ruszając w stronę lasu.
Poczułem, że coś mnie ciągnie w jego głąb. nie byłem pewny co takiego. Nie
mając nic do stracenia, poddałem się nienamacalnej sile.
Docierając
do strumyka, przy którym odbywają się obozowe gry o sztandar, wyczułem za sobą
ruch. Zanim zdążyłem zareagować zostałem powalony na ziemię. Padłem na plecy,
kompletnie bezradny, nie mogąc używać mocy, nie będąc w stanie dosięgnąć
miecza. Górował nade mną ciemny kształt. Śmiertelny cios na który czekałem
nadszedł inaczej niż się go spodziewałem. Był odrobinę… gąbczasty, śliski,
nieprzyjemnie ciepły i okazał się być zadany językiem.
- Pani O’Leary!
– zawołałem – Co ty wyprawiasz?
Piekielna
ogarczyca, zaszczekała donośnie i polizała mnie po twarzy kolejny raz.
Pozwoliłem jej jeszcze chwilę nacieszyć się tą chwilą. Po chwili podniosłem się
i spróbowałem wytrzeć twarz.
- Echem! –
tuż za mną ktoś odkaszlnął. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem swojego
ojca. Pan Umarłych miał na sobie elegancki czarny garnitur, z koszulą i
krawatem w odrobinę jaśniejszych tonach. Tkanina, jak zwykle, wyglądała jak
utkana z dusz, które tylko czekają by się wyrwać.
- Ojcze. –
wyprostowałem się i spojrzałem na boga z powagą. – Czyżbyś odświeżył swoją garderobę?
Hases
uśmiechnął się półgębkiem.
- Owszem.
W rzeczy samej, postanowiłem odświeżyć nieco mój wizerunek.
- Szkoda,
zaczynałem lubić habity. – odpowiedziałem mu.
- Jeśli
tak ci się podobają, noś je do woli. – jego twarz spoważniała. – Nie przybyłem
tu by rozmawiać o preferencjach odzieżowych. Wracam właśnie z pewnej narady na
Olimpie. – ojciec podszedł bliżej. Dzielił nas jakiś metr, pomiędzy nami
znajdował się tylko wielki psi łeb, żebrzący o pieszczoty. – Część rozmowy
dotyczyła Ciebie.
- Co?
Mnie? Dlaczego? – odrobinę spanikowałem. Jeśli bogowie naradzają się na twój temat,
to raczej nie dotyczy to pomysłów na prezenty urodzinowe.
- Nie
musisz się martwić. – odpowiedział swoim łagodnie monotonnym głosem. – Po długich
ustaleniach bogowie przytaknęli mojej propozycji. Jeśli mój plan się powiedzie,
to na jednym ogniu zostanie upieczonych kilka pieczeni. Zauważyłem już dawno
twoje problemu z mrokiem, masz potencjał i dużo talentów, lecz nie potrafisz z
nich korzystać, a mnie udało się znaleźć kogoś kto jest w stanie ci w tym
pomóc.
Pomóc mi? Jak? Kto?
- Nie czas
się nad tym rozwodzić. Wyślę cię do Wenecji, czekać tam będzie ktoś, kto
opanował mrok w imponującym stopniu, i jest gotowy przekazać ci swoją wiedzę i
doświadczenie. Wrócicie razem do Obozu, stawicie się na zebraniu rady w przesilenie
zimowe, ty pokażesz mi czego się nauczyłem, a... – Hades przerwał na chwilę
swój wywód. – o reszcie spraw nie musisz wiedzieć. Teraz wróć do siebie,
przygotuj się, przekaż wieści komu trzeba, a gdy będziesz gotowy użyj tego –
podał mi wypolerowany kawałem obsydianu, przypominający perłę. – Pomysł poddał
mi Posejdon, trzeba mu przyznać to nawet sprytne. Będziesz musiał zgnieść ją
stopą i myśleć o… O… Hmm – zastanawiał się przez chwilę. – Myśl o La Casa Nera w Wenecji.
Wenecja. La Casa Nera. W tym samym czasie.
Martina.
Liczę na wasze komentarze, pozdrawiam!
Znajdowałam się w dość sporym salonie, ściany pomieszczenia
były pomalowane granitową farbą. Wzdłuż nich stały mahoniowe komody, a w
centrum stał pasujący stół i krzesła. Gdybym nie była zaaferowana całą tą
sprawą o magii, podziwiałabym i adorowała piękno niesławnego La Casa Nera. Nie mając na to czasu,
postanowiłam zostawić to sobie na później, kiedy już uporałabym się z
najważniejszymi sprawami.
- Wiedziałam, że będzie ci się podobać. – Spojrzałam na
piękną kobietę stojącą u mego boku. – Znam gust mojej ulubionej córki.
Moja matka, wielka bogini, Pani Magii i Mgły, Mroku i Widm,
Czarów i Rozdroży. Wilka Hekate.
- Więc jestem twoją ulubienicą? Myślałam, że wygryzła mnie
tamta dziewczyna z przepowiedni, no wiesz ta której pożyczyłaś swojego skunksa.
– powiedziałam w lekkim przekąsem.
- Nie mieszajmy do tego pupili. – spojrzała wymownie na
towarzyszące mi psy. Szakala i labradorkę. Moich małych sługusów, wyjaśnię
kiedy indziej. – Jestem jednak pewna, że Argea i Aker pomogą ci się tu urządzić
na tych parę tygodni. Nawet nie wiesz co przeżyłam starając się o to miejsce.
Triptolemos odpuścił dopiero gdy wspomogła mnie Demeter.
Bogini przemawiała żywo, z jej charyzmą i pewnością siebie.
Zawsze ukazywała mi się w ten sam sposób, kobieta o pięknych miodowo
karmelowych włosach i cudownych niebieskich oczach. Właśnie te cechy jej zawdzięczam,
to i szerokie biodra. Wychowywała mnie babka Egipcjanka, jej krajanek bogowie
nie obdarzyli takimi krągłościami. Hekate podeszła do mnie bliżej i dotknęła
mojego policzka. Zadziwiające jest jak przywiązała się do dziewczyny półkrwi,
choć miała na to XXII wieki, więc…
- Wiesz, – odezwała się – możesz jeszcze przyjąć tą drugą
propozycję. Miałybyśmy wieczność, znalazł by się dla ciebie jakiś przymiot.
- Wybacz matko, – odpowiedziałam. – ale nie chcę
nieśmiertelności. Chcę w końcu normalnego życia, o ile życie półbogini może być
normalne. Nie zamierzam dłużej czekać.
- Jeśli takie jest twoje życzenie… - powiedziała po
dłuższej chwili milczenia. – Niech się tak stanie.
Hekate zniknęła w rozbłysku światła, zapalając świece na
stole i w kinkietach. Odwróciłam się do moich towarzyszy, pstrykając palcami
odezwałam się, mój głos miał w sobie moc.
- Słyszeliście, marsz do sprzątania. Będziemy mieli gościa.
________________________________________________________________
Witam wszystkich bardzo serdecznie, miło,że tu jesteście. Mam nadzieję, że podoba wam się Prolog. Jeśli trafiliście tu z poprzedniego bloga to możecie wiedzieć mniej o co chodzi. Po przeczytaniu Krwi Olimpu zmieniłam koncepcję historii, i postanowiłam stworzyć coś nowego.Liczę na wasze komentarze, pozdrawiam!