niedziela, 16 sierpnia 2015

Prolog

Obóz Herosów, Domek Hadesa, trzy miesiące po pokonaniu Gai.
Nico.

Leżałem bezczynnie w mojej prywatnej wampirzej trumnie. Wystrój tego miejsca był nie do wytrzymania. Zgadzam się, może i miałem czasami problemy ze słońcem i byłem "odrobinę" zbyt blady, ale nie byłem wampirem! Mimo to postanowiłem okazać łaskę tym którzy na wpadli na ten "genialny" pomysł, nie żebym wiedział kto to był. 
Było jeszcze dość ciemno, śniadanie miałoby się odbyć dopiero za jakieś półtora godziny. Powoli podniosłem się i ruszyłem w kierunku łazienki. Po szybkim prysznicu i założeniu czarny jeansów i bluzy z kapturem. Był początek listopada, i nawet magiczne blokady w Obozie Półkrwi nie zatrzymywały chłodu. Powoli wyszedłem z domku, ruszając w stronę lasu. Poczułem, że coś mnie ciągnie w jego głąb. nie byłem pewny co takiego. Nie mając nic do stracenia, poddałem się nienamacalnej sile.
Docierając do strumyka, przy którym odbywają się obozowe gry o sztandar, wyczułem za sobą ruch. Zanim zdążyłem zareagować zostałem powalony na ziemię. Padłem na plecy, kompletnie bezradny, nie mogąc używać mocy, nie będąc w stanie dosięgnąć miecza. Górował nade mną ciemny kształt. Śmiertelny cios na który czekałem nadszedł inaczej niż się go spodziewałem. Był odrobinę… gąbczasty, śliski, nieprzyjemnie ciepły i okazał się być zadany językiem.
- Pani O’Leary! – zawołałem – Co ty wyprawiasz?
Piekielna ogarczyca, zaszczekała donośnie i polizała mnie po twarzy kolejny raz. Pozwoliłem jej jeszcze chwilę nacieszyć się tą chwilą. Po chwili podniosłem się i spróbowałem wytrzeć twarz.
- Echem! – tuż za mną ktoś odkaszlnął. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem swojego ojca. Pan Umarłych miał na sobie elegancki czarny garnitur, z koszulą i krawatem w odrobinę jaśniejszych tonach. Tkanina, jak zwykle, wyglądała jak utkana z dusz, które tylko czekają by się wyrwać.
- Ojcze. – wyprostowałem się i spojrzałem na boga z powagą. – Czyżbyś odświeżył swoją garderobę?
Hases uśmiechnął się półgębkiem.
- Owszem. W rzeczy samej, postanowiłem odświeżyć nieco mój wizerunek.
- Szkoda, zaczynałem lubić habity. – odpowiedziałem mu.
- Jeśli tak ci się podobają, noś je do woli. – jego twarz spoważniała. – Nie przybyłem tu by rozmawiać o preferencjach odzieżowych. Wracam właśnie z pewnej narady na Olimpie. – ojciec podszedł bliżej. Dzielił nas jakiś metr, pomiędzy nami znajdował się tylko wielki psi łeb, żebrzący o pieszczoty. – Część rozmowy dotyczyła Ciebie.
- Co? Mnie? Dlaczego? – odrobinę spanikowałem. Jeśli bogowie naradzają się na twój temat, to raczej nie dotyczy to pomysłów na prezenty urodzinowe.
- Nie musisz się martwić. – odpowiedział swoim łagodnie monotonnym głosem. – Po długich ustaleniach bogowie przytaknęli mojej propozycji. Jeśli mój plan się powiedzie, to na jednym ogniu zostanie upieczonych kilka pieczeni. Zauważyłem już dawno twoje problemu z mrokiem, masz potencjał i dużo talentów, lecz nie potrafisz z nich korzystać, a mnie udało się znaleźć kogoś kto jest w stanie ci w tym pomóc.
Pomóc mi? Jak? Kto?

- Nie czas się nad tym rozwodzić. Wyślę cię do Wenecji, czekać tam będzie ktoś, kto opanował mrok w imponującym stopniu, i jest gotowy przekazać ci swoją wiedzę i doświadczenie. Wrócicie razem do Obozu, stawicie się na zebraniu rady w przesilenie zimowe, ty pokażesz mi czego się nauczyłem, a... – Hades przerwał na chwilę swój wywód. – o reszcie spraw nie musisz wiedzieć. Teraz wróć do siebie, przygotuj się, przekaż wieści komu trzeba, a gdy będziesz gotowy użyj tego – podał mi wypolerowany kawałem obsydianu, przypominający perłę. – Pomysł poddał mi Posejdon, trzeba mu przyznać to nawet sprytne. Będziesz musiał zgnieść ją stopą i myśleć o… O… Hmm – zastanawiał się przez chwilę. – Myśl o La Casa Nera w Wenecji.  

Wenecja. La Casa Nera. W tym samym czasie.
Martina.

Znajdowałam się w dość sporym salonie, ściany pomieszczenia były pomalowane granitową farbą. Wzdłuż nich stały mahoniowe komody, a w centrum stał pasujący stół i krzesła. Gdybym nie była zaaferowana całą tą sprawą o magii, podziwiałabym i adorowała piękno niesławnego La Casa Nera. Nie mając na to czasu, postanowiłam zostawić to sobie na później, kiedy już uporałabym się z najważniejszymi sprawami.
- Wiedziałam, że będzie ci się podobać. – Spojrzałam na piękną kobietę stojącą u mego boku. – Znam gust mojej ulubionej córki.
Moja matka, wielka bogini, Pani Magii i Mgły, Mroku i Widm, Czarów i Rozdroży. Wilka Hekate.
- Więc jestem twoją ulubienicą? Myślałam, że wygryzła mnie tamta dziewczyna z przepowiedni, no wiesz ta której pożyczyłaś swojego skunksa. – powiedziałam w lekkim przekąsem.
- Nie mieszajmy do tego pupili. – spojrzała wymownie na towarzyszące mi psy. Szakala i labradorkę. Moich małych sługusów, wyjaśnię kiedy indziej. – Jestem jednak pewna, że Argea i Aker pomogą ci się tu urządzić na tych parę tygodni. Nawet nie wiesz co przeżyłam starając się o to miejsce. Triptolemos odpuścił dopiero gdy wspomogła mnie Demeter.
Bogini przemawiała żywo, z jej charyzmą i pewnością siebie. Zawsze ukazywała mi się w ten sam sposób, kobieta o pięknych miodowo karmelowych włosach i cudownych niebieskich oczach. Właśnie te cechy jej zawdzięczam, to i szerokie biodra. Wychowywała mnie babka Egipcjanka, jej krajanek bogowie nie obdarzyli takimi krągłościami. Hekate podeszła do mnie bliżej i dotknęła mojego policzka. Zadziwiające jest jak przywiązała się do dziewczyny półkrwi, choć miała na to XXII wieki, więc…
- Wiesz, – odezwała się – możesz jeszcze przyjąć tą drugą propozycję. Miałybyśmy wieczność, znalazł by się dla ciebie jakiś przymiot.
- Wybacz matko, – odpowiedziałam. – ale nie chcę nieśmiertelności. Chcę w końcu normalnego życia, o ile życie półbogini może być normalne. Nie zamierzam dłużej czekać.
- Jeśli takie jest twoje życzenie… - powiedziała po dłuższej chwili milczenia. – Niech się tak stanie.
Hekate zniknęła w rozbłysku światła, zapalając świece na stole i w kinkietach. Odwróciłam się do moich towarzyszy, pstrykając palcami odezwałam się, mój głos miał w sobie moc.

- Słyszeliście, marsz do sprzątania. Będziemy mieli gościa.



________________________________________________________________ 
Witam wszystkich bardzo serdecznie, miło,że tu jesteście. Mam nadzieję, że podoba wam się Prolog. Jeśli trafiliście tu z poprzedniego bloga to możecie wiedzieć mniej o co chodzi. Po przeczytaniu Krwi Olimpu zmieniłam koncepcję historii, i postanowiłam stworzyć coś nowego.
Liczę na wasze komentarze, pozdrawiam!

2 komentarze:

  1. Hej, hej :)
    Rozdział świetny...
    Jako iż nie potrafię pisać normalnych komentarzy napiszę tylko to...
    Weny, czytelników, komentarzy i czego Ci tam jeszcze do szczęścia potrzebne :)
    Czekam na next i zapraszam do mnie :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa, pracuję nad nextem, zajrzę do ciebie.
      Pozdrawiam, Ven.

      Usuń